Źródło: wzornictwo-przemyslowe.com.pl

 

O wzornictwie przemysłowym, początkach przygody z designem, szukaniu inspiracji i wyzwaniach w pracy projektanta opowiada Rafał Piłat, założyciel studia Mindsailors.

 

Natalia: Jak odpowiadasz na pytanie czym się zajmujesz?

Rafał: Odpowiadam, że jestem projektantem wzornictwa przemysłowego, co zazwyczaj rodzi kolejne pytania i chyba nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś od razu zrozumiał czym się zajmuję. Zazwyczaj pojawia się pytanie „To co projektujesz”? Niektórzy pytają jakie produkty projektuję, a są też tacy, którzy potrafią zapytać czy projektuję np. jakieś wzorki, bo w końcu wzornictwo to wzorki! 😊Odpowiadając, uzupełniam najczęściej swoją wypowiedź informacją, że projektuję produkty i tutaj pojawia się kolejne pytanie „Jakie produkty?”, co ciężko sprecyzować bo nie ma jednej grupy produktów, więc licząc na błyskotliwość pytającego, zazwyczaj proszę go o rozejrzenie się po pokoju i zastanowienie się, jakie produkty według niego wymagają zaprojektowania. Zwykle większość osób łapie się na tym, że rzeczywiście wszystko wokół faktycznie wcześniej musiało zostać przez kogoś zaprojektowane.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z designem?

Moja przygoda z typowym designem rozpoczęła się wraz ze zdobyciem pierwszych doświadczeń w branży kreatywnej. Zanim zająłem się projektowaniem produktów, pracowałem jako grafik 2D, miałem też hobbystyczne doświadczenie z grafiką 3D, natomiast rzeczy, które robiłem były przede wszystkim realizowane dla agencji reklamowych. Zbieg okoliczności spowodował, że zacząłem brać czynny udział w budowaniu marki firmy kolegi poznanego na studiach, który wyemigrował z Polski i założył w Hong Kongu spółkę pośredniczącą w sprzedaży elektroniki konsumenckiej do Polski. Firma w pewnym momencie stanęła na rozdrożu i nie była w stanie sprzedawać więcej elektroniki, którą oferowali wszyscy wokół i zastanawiała się co z tym fantem zrobić. Wtedy nastąpiła próba uruchomienia wewnętrznego biura projektowego w Hong Kongu, z mizernymi rezultatami – udało się wdrożyć kilka produktów, ale wyglądały one bardzo przeciętnie i wręcz powielały schemat wizerunkowo taniej elektroniki sprowadzanej z Chin. Widać było, że nie tędy droga, a po kilku rozmowach dotyczących tego tematu padła propozycja, by otworzyć w Polsce wewnętrzne biuro projektowe, które miało realizować projekty na rzecz spółki matki, a że ja byłem cały czas związany z branżą kreatywną, zaproponowano, bym stanął na czele takiego biura i zbudował zespół, który miałby się zajmować projektowaniem. Moja przygoda z designem zaczęła się właśnie od założenia firmy, która obsługiwała zewnętrzną firmę i skompletowania zespołu, który byłby w stanie zaproponować coś, co wyglądało jak produkt europejski, a było produkowane w Chinach i mogło konkurować z tym, co było aktualnie dostępne na rynku drobnej elektroniki.

Czym jest dla Ciebie wzornictwo przemysłowe?

Pierwsze słowo, które mi przychodzi do głowy to, że jest to forma rzemiosła. Bardzo nie lubiliśmy – jeszcze jako dwuosobowa firma – być postrzegani jako artyści i myślę, że cały czas gdzieś nam to towarzyszy. Dzisiaj odcinamy się od tego wizerunku, że projektant wzornictwa jest artystą, co jest trzonem i punktem wyróżniającym nas na tle innych firm zajmujących się projektowaniem w Polsce. My chcemy podchodzić do tematu projektowania całościowo czyli decydując się z kimś na współpracę jesteśmy w stanie zaoferować swoje usługi nie tylko w kontekście projektowania wizualnego i koncepcji produktu, ale też przygotowania do produkcji, nadzoru nad wdrożeniem oraz pomocy z tematami pojawiającymi się na etapie wdrożenia. Mówiąc o rzemieślniku, mam na myśli eksperta w swojej branży, kogoś, kto stawia na precyzję wykonania, na stworzenie i zaprojektowanie  czegoś przemyślanego, ma w głowie aspekt wizualny, ale tak naprawdę przyświeca mu myśl o stworzeniu produktu dopracowanego, nie tylko w aspekcie wizualnym, ale też w każdym innym.

Większość ludzi słysząc hasło studio projektowe wyobraża sobie grupę ludzi pochyloną nad szkicem i na tym najczęściej koniec, a wy działacie kompleksowo, odczarujesz ten obrazek?

I tak i nie! 😊 W którymś momencie trzeba się pochylić nad kartką i w jakiś sposób zwizualizować swój pomysł, można go też przenieść od razu do programu komputerowego, natomiast te najbardziej złożone projekty wymagają wspólnego przemyślenia, przedyskutowania, więc wizerunek kogoś pochylającego się nad projektem czy nad kartką, wręcz „stockowe” zdjęcie – coś w tym na pewno jest! Ta część pracy, co jest najbardziej zaskakujące, stanowi jednak niewielki procent naszej całej działalności. Widać to świetnie na przykładzie praktykantów którzy przychodzą do naszego biura i w momencie zderzenia się z rzeczywistością następuje zdziwienie i rozczarowanie, ponieważ to, co widzą, rozmija się z ich wyobrażeniami o tym, jak wygląda praca projektanta. Wtedy okazuje się, że nie ma pół roku na rozpracowywanie wizji artystycznej dla jakiegoś projektu, a liczy się każdy dzień, rozwiązywanie problemów na bieżąco i często podejmowanie ryzyka związanego z wybraniem jakiejś konkretnej ścieżki, którą należy sprawdzić, aby rozwiązać dany problem w projekcie. Codzienne życie projektanta to w 90% rozwiązywanie problemów związanych z wdrożeniem swojego pomysłu, a w 10% to ta kreatywna, najfajniejsza część, w której wytwarza się i projektuje.

Działasz w branży kreatywnej już kilkanaście lat, czy po takim czasie można mieć ciągle świeże pomysły?

Jak najbardziej! Kiedyś usłyszałem taką myśl, która cały czas mi przyświeca, że twórca – niezależnie w jakiej branży – jest tak dobry jak jego ostatnie dzieło. Wydaje mi się, że to jest maksyma, która zawsze jest obecna z tyłu mojej głowy w momencie, gdy siadam do projektu i chcę, żeby każdy kolejny był bardziej dopracowany niż poprzedni. Patrząc z perspektywy dobrych kilku lat i tych projektów, które tworzyłem, staram się bardzo, aby każdy następny rzeczywiście wnosił coś nowego do mojego rozwoju jak i przekładał się na bardziej dopracowane  koncepcje. Cały czas szukam inspiracji, również w miejscach, do których dotychczas nie zaglądałem lub wcześniej nie przyszło mi do głowy, by tam szukać.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Nauczyłem się, że inspiracja może przyjść w dowolnym momencie – to może być myśl, zapach lub podsłyszane słowo. Tutaj jako przykład mogę przytoczyć historię z niedawnego projektu, kiedy w trakcie jazdy UBER-em, w zupełnie niezobowiązującej rozmowie z kierowcą padło słowo klucz, które zainspirowało mnie do stworzenia pewnej koncepcji dla naszego klienta. To pokazuje, że jest się projektantem nawet, jeśli nie siedzi się przy biurku i nie rozmyśla nad projektem. Już po przeczytaniu briefu uruchamia się proces twórczy  i chcąc nie chcąc, myśli krążą wokół tego tematu. W procesie kreatywnym największą trudność czasami stanowią projekty z pozoru błahe. Najtrudniejsze momenty są właśnie wtedy, kiedy ciąży na projektancie widmo deadline’u, w którym trzeba podejść kreatywnie do jakiegoś tematu i wyrzucić z siebie dobry pomysł, a szukając inspiracji na siłę, ta nie chce przyjść. To uczy, że czasami trzeba się zmierzyć z zadaniem w inny sposób niż poprzez liczenie na to, że jakiś ciekawy pomysł wpadnie sobie, ot tak, do głowy. Czasami trzeba temat przepracować, przeanalizować wszystkie dostępne dane i pozwolić koncepcji, aby ta została wypracowana nieco bardziej metodycznie.

Jakie projekty lubisz realizować najbardziej?

Takie, które stanowią jakąś łamigłówkę i stawiają przed projektantem rzeczywisty problem do rozwiązania. Nie przepadam za projektami prozaicznymi, najwięcej frajdy daje mi zajmowanie się skomplikowanymi przypadkami. To jest właśnie ten moment, w którym designer mierzy się z ograniczeniami projektu, stara się poruszać w ich obrębie i znaleźć wyjście lub obejście jakiejś trudności w jak najbardziej kreatywny i optymalny sposób. Widząc, że jakieś rozwiązanie sprawdza się po przetestowaniu i prototypowaniu i zostało ono wypracowane na drodze dedukcji, analizy i metodycznego podejścia, mam najwięcej satysfakcji. Można powiedzieć, że praca projektanta przypomina trochę pracę detektywa, który rozwiązuje jakąś zagadkę, w tym wypadku poprzez rozwiązywanie problemów, które stawia przed nami projekt.

Mija właśnie 4 rocznica otrzymania przez studio Mindsailors iF Product Gold Award, wyróżnienia nazywanego Oscarem designu. Byliście pierwszym studiem w Polsce, które otrzymało tę nagrodę, co czułeś gdy dowiedziałeś się, że trafia w wasze ręce?

Olbrzymie szczęście! Trochę niedowierzaliśmy, że to się stało, ponieważ po cichu liczyliśmy na samo wyróżnienie w postaci iF, a udało się zdobyć złoto, do tego przyznane po raz pierwszy nie tylko polskiemu studiu, ale też polskiej firmie, ponieważ DICE+ powstawał wspólnie z Game Technologies, odpowiedzialną za ten produkt. To było coś dającego niesamowitego kopa i budującego naszą wiarę, że jesteśmy odpowiednimi osobami w odpowiednim miejscu. Udało się zrobić coś, czego nie dokonała dotąd żadna polska firma wciągu ponad 50 lat odkąd istniał ten konkurs. To było jak wejście na taką górę, o której mówi się, że jest trudna do zdobycia, a okazuje się, że jest w zasięgu każdego i możliwa do pokonania nawet w dwuosobowym zespole.

Czy dobry design może pomóc w sprzedaży?

Oczywiście! Gdyby tak nie było, projektanci nie byliby potrzebni, a na rynku mielibyśmy produkty źle zaprojektowane, nieprzemyślane albo zwyczajnie brzydkie. Staramy się tłumaczyć klientom, którzy do nas przychodzą lub tym, do których my przychodzimy z ofertą, że w każdej branży i w każdym produkcie jest miejsce na dobry design i nie mówię tutaj tylko o wyglądzie, ale również całej przemyślanej konstrukcji, optymalnej strategii na wdrożenie, zaplanowanie cyklu produktu i jego dalszy rozwój. Na design należy patrzeć przez pryzmat inwestycji w projekt i rozwój firmy. Myślę, że gdyby zapytać naszych klientów, zdecydowana większość z nich byłaby gotowa potwierdzić, że dobrze zaprojektowany produkt przekłada się na lepszą sprzedaż i korzystniejsze postrzeganie marki niż, w przypadku produktu, który jest zwyczajny, generyczny i nieprzemyślany.

Co poradziłbyś początkującym projektantom, którzy rozpoczynają przygodę z designem?

Myślę, że młodym projektantom potrzeba trochę więcej pokory, odrobinę więcej skromności oraz determinacji do nieustannego zgłębiania tematów związanych z projektowaniem. Mając doświadczenie we współpracy z młodymi osobami, choćby na stażach czy praktykach, często wychodzi, że brak doświadczenia lub wiedzy w danym obszarze próbują wytłumaczyć tym, że są artystami, a artysta może pozwolić sobie na takie zachowanie. Ja uważam wręcz przeciwnie! Trzeba brać odpowiedzialność za to, co się robi, bo nie sztuką jest coś zaprojektować, sztuką jest to wdrożyć i wziąć projekt na swoje barki. Wielu młodych projektantów próbuje uciec od tej odpowiedzialności i wydaje im się, że mogą być dobrzy, skupiając się wyłącznie na fragmencie zadania, jakim jest na przykład zadbanie o aspekt wizualny, natomiast dodatkowa wiedza na temat tego, jak jest produkowana dana rzecz lub jakie są ograniczenia dostępnych technologii, co można, a czego nie można robić, wbrew pozorom nie ogranicza lecz powoduje, że szuka się rozwiązania danego problemu w sposób logiczny, eliminując już na początku procesu projektowego pomysły niewykonalne lub nietechnologiczne. Czasami w rozmowie z młodymi osobami przytaczam taki przykład z życia wzięty, pokazujący jak bardzo krótkowzroczne może być myślenie o tym, że praca designera kończy się na projekcie koncepcyjnym. Załóżmy, że jesteś prawdziwym mistrzem designu, a twój projekt trafia do projektanta mechanicznego, który niekoniecznie dobrze zna się na tym, co robi. Co wówczas, gdy taka osoba powie, że tego produktu nie da się wykonać w sposób, w jaki to zaprojektowałeś, choć w rzeczywistości jest to możliwe do zrobienia? To są rzeczywiste sytuacje, z którymi się zderzaliśmy w wielu projektach. Inżynierowie klienta nie potrafili lub nie chcieli zadbać o to, jak końcowy produkt będzie wyglądać. Często słyszeliśmy „nie da się” albo „to jest za trudne w produkcji”. Warto mieć wtedy tego „asa w rękawie”, który pozwoli obronić własny projekt, wskazać rozwiązanie danego problemu i powiedzieć – owszem, da się to zrobić w taki czy inny sposób. Z tego właśnie względu radziłbym młodym projektantom nieco więcej pokory, podchodzenia do projektów całościowo, z perspektywy rozwiązywania problemów, a także brania odpowiedzialności za to, co tworzą. Nie obawiajcie się popełniać błędów, ponieważ to naturalna część procesu nauki. Umiejcie się do nich przyznać, wyciągnąć wnioski i będąc bogatszymi o te doświadczenia, projektujcie jeszcze lepiej.

 

Z Rafałem Piłatem rozmawiała Natalia Stępniak